W Stanach wypróbowałam chyba każdy możliwy środek transportu. Samochód, autobus, metro, tramwaj, pociąg, samolot, był też prom, uber, a nawet (niestety) taksówka (jedynie stopa brak!). Kilka praktycznych informacji, ceny i anegdotki :)

Samochód - nie ma co ukrywać, że to najwygodniejszy środek lokomocji w kraju, w którym drogi są mega, a o autobusach mało kto słyszał. Jedziesz kiedy chcesz, jak chcesz itd. Za za wypożyczenie auta na ok. 3 tygodnie wyszło 1200 zł na osobę, a pani z wypożyczalni sama się zdziwiła, że tak tanio.

Warto zauważyć, że na innych stronach wychodziły nam ceny w granicach 10-13 tysięcy złotych (!), a na rentalcars.com cena 5 500 za miesiąc :)

Img 1609

Nasze wypożyczone cudo


Należy jednak pamiętać, że najkrótsze drogi są najczęściej płatne (od kilkudziesięciu centów do kilku dolarów za płatny odcinek, most wjazdowy i wyjazdowy! z Nowego Yorku to odpowiednio 16 i 14 dolarów, drogi między Miami a Miami Beach również płatne, a generalnie drogi na Florydzie to spory problem, bo nie ma bramek, a płatność odbywa się „by plate") no i benzyna, która z tego wszystkiego była najtańsza (jeśli tankujemy poza dużymi miastami, różnice w cenie potrafią być zadziwiające), ale też sporo uszczupla budżet.

Autobusy - mamy dwie główne (i mam wrażenie, że jedyne) linie autobusowe - Megabus i Greyhound. Generalnie megabus jest dużo tańszy i ku naszemu ogromnemu zdziwieniu dużo lepszy w swej organizacji niż greyhound (co wcale nie oznacza, że dobry). Niestety, ta firma nie ma swoich tras m.in w Arizonie. Za najtańszy przejazd z Mobile do Nowego Orleanu zapłaciłyśmy 3,5$, z LA do San Francisco 10$, za najdroższy zaś ok. 30$ z Phoenix do Las Vegas.

Img 1749

Piękne widoki z trasy


Anegdotka z Megabusa: czekamy grzecznie na autobus, organizacja wygląda nawet profesjonalnie. Nagle dziewczyna za mną zwymiotowała na siebie. Spore zamieszanie, ona nie kontaktuje, pani od szeryfa jej pomaga. Siedzimy w autobusie, a tu burda, że dziewczynę ktoś wpuścił, że chyba znów puściła pawia, wzywany szeryf, jej koleżanka krzyczy, a wszystko w iście amerykańskim stylu. Laska zostaje w Nowym Orleanie, my ruszamy i ponad godzinę póżniej, budzę się i znów ją widzę. He? Koleżanka ją przywiozła, bo ona ma rano egzamin w Houston. I znów awantura, krzyki jak na mszy w stylu gospel i mój ulubiony tekst kierowany do kierowcy „Dziewczyna zabalowała, ale przynajmniej chce się edukować i starać o lepiej płatną prace!". Nie do pomyślenia w Polsce, możliwe tylko w Stanach?

Anegdotka z Greyhound: w rozklekotanym na amen autobusie nasi współtowarzysze albo wydzielali brzydkie zapachy, albo strach było z nimi siedzieć. Kierowca zapomniał zamknąć bagażnik i ktoś krzyczał, że torby wyleciały, a póżniej ten sam pan długo tłumaczył nam, że nie wolno klnąć nawet przez telefon, wszczynać kłótni oraz kaszleć i kichać bez zasłonięcia ręką. Oczywiście wszystko to prędzej czy później miało miejsce.

Metro - wypróbowane w Nowym Jorku, jako że mieszkaliśmy na Queens i jako że to Nowy Jork (32$ za tydzień, jeden przejazd 2,5 $). W DC natomiast cholernie drogie więc chodziliśmy, a jak było trzeba jechać to wybraliśmy autobus za dolarka.

Tramwaj - super sposób na zwiedzanie Nowego Orleanu (stosunkowo tanio). Nie przejechałyśmy się jednak słynnymi tramwajami w San Francisco, które pokonują wszystkie górzyste uliczki (ponad 6 $ za przejazd!)

Pociąg - miałyśmy przyjemność przejechać się pociągiem raz (Amtrak to chyba jedyna linia), ale za to ok. 11 godzin. Dość drogo (66$ za osobę i to za najgorsze miejsce - chociaż dla nas była to najwygodniejsza podróż) i problematycznie (odjazd o 2 nad ranem w dniu, w którym Amerykanie cofają czas, ale na szczęście nasz host w San Antonio był wyrozumiały.

Img 2981

Widok z pociągu, trasa San Antonio - El Paso


Samolot - po długich debatach i wyliczeniach, okazało się, że samolot z San Francisco do Chicago jest lepszym i tańszym rozwiązaniem. Oszczędność czasu, sił (chyba byśmy umarły wracając autobusami) i jak się okazało pieniędzy - 400 zł za lot American Airlines, miałyśmy fuksa, bo taka cena była tylko na dzień przed naszym powrotem do Polski. Oczywiście tylko z bagażem podręcznym, którym bez problemu był nasz duży plecak (plus mały, dozwolone rozmiary większe niż w Ryanair).

Prom - darmowy do State Island w NYC, tylko po to by zobaczyć Statuę Wolności i nie płacić majątku za wycieczkę.

Img 2106


Uber - mega popularna rzecz w Stanach, ja nie miałam o tym bladego pojęcia. Ale dzięki temu za 5 przejazdów zapłaciłyśmy tylko raz (mój darmowy pierwszy przejazd, Sylwii darmowy na moim kodzie promocyjnym, dzięki czemu ja dostałam kolejny darmowy, a za 4 zapłacił jakiś gościu z hostelu :P)

Taksi - użyłyśmy raz i nie polecam (tak się niestety kończy imprezowanie z ludźmi, którzy mają większy budżet). Przykładowo z Manhattanu na lotnisko w NYC przejazd ma swoją stałą cenę 45 dolarów i to jest chyba jakaś promocja :D

Img 2647

Kiedy masz już dość jazdy...


Wyżej wymienione środki transportu stosowane były oczywiście tam gdzie nie dało się dojść na nóżkach (albo kiedy moja stopa odmówiła posłuszeństwa). Kto zapłaci za autobus w Las Vegas 12 dolarów w dwie strony, kiedy można to w zimnie i sandałach przejść w łącznie 3 h ? 3 dni pod rząd ? Ktoś kto miał większy budżet od naszego :D

Ile łącznie wydałam na transport ? To w następnym poście o budżecie na Stany ;)