Przed wyjazdem na 6 tygodni do Stanów, głównie pod naciskiem mamy, zdecydowałam się na wykupienie porządnego ubezpieczenia. Niestety miałam okazję sprawdzić, jak działa ono w praktyce.

Gopr3700

Las Vegas - dużo chodzenia ale było warto :)


Podróżując po Europie zawsze mam wykupioną kartę Euro26. Jednak na pierwszy wyjazd za ocean wykupiłam super ubezpieczenie w Ergo Hestia. Z założenia pokrywać miało ono wszystko, oczywiście bezgotówkowo, łącznie z ubezpieczeniem bagażu, zapewnieniem grupy poszukiwawczej jak się zgubię i przywiezieniem zwłok (nie ma co tego lekceważyć, podstawową rzeczą jest nie robić problemu rodzinie i była to pierwsza rzecz, o jaką zapytała moja siostra ;D).

W Las Vegas (na jakieś 10 dni przed powrotem) zrobiłam sobie coś bliżej nieokreślonego w nogę. Jako że autobus kursujący po mieście kosztował 6$ za 2h (większego zdzierstwa nie widziałam) bardzo dużo chodziłyśmy. Wracając w nocy z kasyna (o tak, wygrałam troszkę dolarków) poczułam ból w kostce, ale niby nic strasznego. Następnego dnia już kulałam, a 8-godzinne spacerki nie pomagały (przecież nie można darować sobie wycieczki po sklepie M&Ms World ;D). Moment kryzysowy przyszedł w Los Angeles, kiedy po naszej wycieczce do St. Monica z plecakami przez wielką plażę łzy cichutko spływały mi z bólu.

Wtedy stwierdziłam, że ok, skoro już zapłaciłam za to ubezpieczenie (a zapomniałam powiedzieć ile - niecałe 500zł w promocji z 600zł), to może warto je wykorzystać.

Będąc w LV musisz iść do kasyna i na zakupy ! :)


Telefon nr 1

Więc dzwonie na infolinię, tak jak kazała mi pani, od której kupiłam ubezpieczenie (btw. bardzo miła i niczemu winna). Zorientowałam się, że to jest polski numer, co znaczy, że zapłacę 7 zł za minutę (a oczywiście na początku każą czekać na konsultanta, a hajs leci). Szybko przeliczyłam, że wydam na to jakiś cholerny majątek, rozłączam się i dzwonię na skype do mamy. Próbuję wytłumaczyć co się dzieje, gdzie jestem teraz, gdzie będę za parę godzin (mamy tylko 2 dni w LA i zwiedzać trzeba, nie ma zmiłuj się), że jutro już jadę do San Francisco i żeby zadzwoniła tam i poprosiła o jakieś informacje. Zajęło to dobrą godzinę, aż mama ustaliła, że ktoś do mnie zaraz zadzwoni. Ok, czekam.

Telefon nr 2

Po ponad godzinie dzwoni do mnie konsultantka z Polski (oczywiście płacę za odebrane połączenie), niestety w ogól jej nie słyszę, bo mają jakiś problem z linią. Pyta mnie gdzie jestem, to tłumaczę, że jestem w centrum i kierujemy się w stronę Hollywood. Ok, oddzwoni (co gdyby stało mi się coś poważniejszego?).

Telefon nr 3

Po dobrych 3-4 godzinach dzwoni konsultantka z Polski (inna, chociaż nie jestem pewna, bo przecież ledwo słyszę co mówi) i zadaje dokładnie takie same pytania. Mówię jej znów, że Hollywood, ale przemieszczamy się. Pyta mnie, czy mówię po angielsku i czy zgadzam się na na rozmowę z konsultantem ze Stanów. Myślę sobie spoko, byle szybko (a co gdybym słabo znała angielski?).

Plaża w St. Monica również warta łez ;)


Telefon nr 4

Konsultantka amerykańska dzwoni po godzinie. Pyta mnie gdzie jestem, tym razem chodzi o dokładny adres zamieszkania. Podaję adres mojego hosta z CSa, nie bardzo wiedząc po co, skoro mnie tam nie ma i wolałabym lekarza bliżej miejsca gdzie się znajduję. Nieważne, oddzwoni.

Telefon nr 5

Dzwoni tym razem nawet szybko. Podaję mi adres i godziny otwarcia (oczywiście mam jakieś max 2h, żeby się tam dostać). I teraz moja ulubiona część „przyjeżdża tam pani, mówi że jest że jest od nas (pada nazwa), absolutnie nie pokazuje pani żadnego swojego ubezpieczenia, nie mówi, że jest z Polski, nie podaje nazwy swojego ubezpieczyciela, tylko czeka. Opłacamy wizytę i zdjęcie rentgenowskie, leków i żadnych innych dodatków nie opłacamy". Hę? W umowie jak wół mam, że wszystko bezgotówkowo, łącznie z kulami i wszystkim innym co sobie tylko człowiek może wymarzyć. Mówię jej to, a ona, że o tym już muszę rozmawiać z polskim konsultantem. No pięknie. Znów łzy płyną cichutko, bo szlag mnie jasny zaraz trafi. Jako absolwentka prawa wyczuwam jakiś przekręt, oczyma wyobraźni już widzę, jak wystawiają mi później rachunek na kosmiczną sumę (chyba każdy wie ile kosztuje leczenie w Stanach, jak ktoś ma wątpliwości to odsyłam TU), właśnie dlatego, że nie pokażę tego ubezpieczenia, tak jak instruowała mnie Pani z Polski.


M&M's World - strasznie drogi i strasznie fajny :D


Telefon nr 6

Dzwoni konsultantka z Polski (dalej linia zepsuta), spytać czy wszystko ok. No to jej mówię wszystko, na co ona, że zaraz oddzwoni (!) i sprawdzi o co chodzi.

Telefon nr 7

Człapiemy już na przystanek (noga mi odpada), bo przecież zaraz tego super lekarza mi zamkną. Dzwoni Pani i mówi, że mam robić tak jak mówiła Amerykanka, bo tak jest dla nich taniej. Nic mnie to nie obchodzi szczerze mówiąc, ale spoko. Co z tymi nieopłacanymi rzeczami ? Przecież leki i jakieś usztywnienie to jedyne rzeczy, które mogą mi pomóc. No faktycznie tak jest, że muszę za to sama zapłacić, a oni ewentualnie mi zwrócą? Słucham ? Co się stało z opieką bezgotówkową ? No mam lekarza przecież. Ewentualnie ? No, jeśli to są koszty konieczne ratowaniu zdrowia czy coś takiego. No to pytam jaką mają tego definicję, bo to raczej pojęcie subiektywne. Pani zapewnia mnie, że w moim przypadku oddadzą. A ja pytam czy rozmowa jest nagrywana.

Jesteśmy u lekarza, mam stos papierów do podpisania, z których połowy nie rozumiem (wykracza to poza kurs prawniczego angielskiego). Jeden dokument rozumiem aż za dobrze. Prawda, że płacą za wizytę i zdjęcie, ale tylko do kwoty 350 dolarów. Super, teraz będę pytać lekarza, ile kosztuje każda kolejna czynność i co mi tam przepisuje, bo nie wiem czy mnie stać.

Mały bo mały, ale napis trzeba było zobaczyć


Wizyta

Przychodzi pielęgniarz, zadaje pytania, mierzy ciśnienie, zostawia kolejne dokumenty do podpisania. następnie lekarz, który okazuje się mega fajny. Mówi, że to zwichnięcie stopy, że daje bandaż (zaznacza, że za darmo), że zdjęcie nie jest potrzebne. Przepisuje mi jedne tanie leki (dam Pani na to promocję - 10 $ z 20) i drugie, które są droższe, ale wykupić mam jak pierwsze nie pomogą. Płacę, biorę rachunek i wychodzę.

Tabletki pomogły, to trzeba przyznać. A wizyta w przeliczeniu kosztowała ubezpieczyciela więcej, niż mnie wykupienie ubezpieczenia ;)

Wnioski :

  1. Sprawdź numer infolinii przed wyjazdem (chociaż nie widziałam bezpłatnych) i miej dużo pieniędzy na koncie (mnie samo odbieranie kosztowało ponad 30 zł).
  2. Upewnij się co znaczy zwrot „bezgotówkowe". Wybierz to ubezpieczenie, które nie ma w tym względzie żadnych ograniczeń.
  3. Nastaw się na cały dzień zabawy.
  4. Zabierz ze sobą wszystkie rachunki, ale także kwit potwierdzający co Ci się stało (ja niestety takiego nie mam).
  5. Mów dobrze w języku kraju, do którego jedziesz ;)
  6. Dowiedz się, jak funkcjonuje współpraca twojej ubezpieczalni z firmami na miejscu.
  7. Nie choruj.

Ktoś poleca jakieś dobre ubezpieczenie ?

Img 3274 2