Transport

Jako że wyjazd był nazwijmy to, częściowo służbowy, kupno biletów musiałam powierzyć pośrednikowi. Wyniosło mnie to i tak nie najgorzej (słyszałam, że kwoty mogą sięgać nawet 4 tys. złoty, totalna masakra), z godziną przesiadką w Rzymie i Paryżu w drodze powrotnej. Ale zaczęło się od niesprecyzowanego opóźnienia (z powodów technicznych, czytaj atak paniki). Jeśli samolot wyleci, prawdopodobnie nie zdążę na przesiadkę (zagwarantują mi niby hotel), jeśli nie, dostanę bezpośredni lot do Genewy (czyli dla mnie lepsza opcja). Oczywiście mamy wylot, cała podróż w nerwach, włoska, średnio mówiąca po angielsku stewardessa, na lotnisku nikt nie odpowiada na moje pytania, biegam jak wariatka ale mam ! Jest bramka, jest samolot, jestem szczęśliwa. Do czasu. Bo to, że ja się przesiadłam nie znaczy, że mój bagaż też.

1.

Przygoda nr 8 (zgubiony bagaż)

"Czy Pani na serio myślała, że w Rzymie, W RZYMIE ! zdążą w tak krótkim czasie przerzucić Pani walizkę ?" Pyta mnie Szwajcar, całkiem przystojny w innych okolicznościach, który wypełnia moje formularze. Sorry, nie myślałam o tym, a teraz myślę tylko jak ja jutro pójdę na delegację do ONZ w polarze, brudnych włosach i bez makijażu. Walizka na całe szczęście przyjechała wieczorem (koleś zamiast dzwonić na moją komórkę, wydzwaniał do Ambasadora... , ale dowóz do pokoju) i już wieczorem świeża i pachnąca konsumowała polską cytrynówkę z pozostałymi delegatami :) Informacja totalnie na boku - ku mojemu zdziwieniu, nie wszystkie mieszkania wyposażone są w odpowiednie kieliszki ;)

17.

Lotnisko - całkiem fajnie, blisko miasta, złe do spania, darmowy internet do 90 min + trochę nieogarniający panowie z zagubionych bagaży :P

Co do transportu na miejscu - można zbankrutować przez same autobusy. Przejazd tzw. "krótki" czyli do 3 przystanków - 2 chf, zwykły jednorazowy - 3 chf. Tak więc jeśli mieszkałam daleko od centrum i wypadało kupować ok. 4 biletów dziennie... matematyka prosta, chodzenie godzinę w jedną stronę/oszukiwanie/jeżdżenie na gapę jeszcze prostsze ;)

15.

Nocleg

Dzięki temu, że był to wyjazd ze stowarzyszenia na delegację, mogłam wnioskować do Ambasadora o możliwość noclegu przy Stałym Przedstawicielstwie RP przy ONZ w Genewie. Posiadają oni pokoje gościnne (ja to nazywałam moją "Mała Polską w Szwajcarii", nawet mydło było z Polski) i udzielono mi zgody na zatrzymanie się bez opłat :). Jeśli chodzi o inne miejsca, to reszta zatrzymała się albo w "Geneva Hostel" (gdzie w ramach pokoju dostaje się bilet na komunikację miejską) albo znaleźli coś na Airbnb.

2.Spostrzeżenia

Miasto mężczyzn w garniturach i kobiet w garsonkach. Domyślam się, że ogromny wpływ na to ma obecność tylu instytucji międzynarodowych, no ale znaleźć tam kogoś nie w błyszczących lakierach lub szpilkach to nie lada wyczyn. Wszyscy natomiast uprzejmi, kierowca zatrzyma się nawet, jeśli ty wcale nie przechodzisz na drugą stronę ulicy, spokojnie, bezpiecznie, zero brudu, bezdomny widziany raz, policja pojawiła się dwukrotnie. Wieczorami pusto. A właśnie, co do nocnych rozrywek, to my zaobserwowaliśmy niezbyt bujne życie po północy, raz trafiliśmy do baru (gdzie skosztowałam najdroższego piwa w moim całym, krótkim życiu - 10 CHF !) i raz do klubu (dość ciekawego swoją drogą, wyglądał jak zdemolowany bunkier, cały w graffiti, zadymiony - bynajmniej nie od papierosów, z muzyką latynoamerykańską - nietypowe połączenie.

3.Zwiedzanie

Wykupiliśmy kartę Geneva Pass. W zależności jaką się wybierze, jest ona ważna 24/48/72 godziny, ma mnóstwo wejść i wycieczek darmowych lub daje spore zniżki, plus darmowe przejazdy komunikacją miejską i pociągami. Wybraliśmy tę 24h (kupiona 2 dni wcześniej kosztowała 20 chf), popełniając ogromny błąd i wybierając na dzień zwiedzania, dzień po imprezie...

13.

Widzieliśmy m.in Muzeum Czerwona Krzyża (mogę śmiało polecać, nowoczesne interaktywne, naprawdę ciekawe) oraz siedzibę Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN (to mnie nie powaliło).

4. 5.10.


12.

Wydatki

Przerażające :D Gdyby nie dofinansowania jakie uzyskałam, siedziałabym i płakała, a kolejny wyjazd (Gran Canaria i Madryt!), pozostałyby tęsknym marzeniem.

Oprócz drogich biletów lotniczych, komunikacji, alkoholu, jedzenia w barach (najtańszy kebab to 10chf i lunch w ONZ za ok 8/9 chf), pozostaje jedzenie z supermarketów, które cenowo zbliżone jest do tego w Holandii, czyli dalej szału nie ma, przeżyć się da. Chwała niebiosom, że zabrałam ze sobą jedzenie z Polski ;)

Generalnie uważam wyjazd za bardzo udany, nowe doświadczenia, nowi ludzi, ale chyba nie polecam na smutne, studenckie kieszenie ;)

Czas : 7 dni (niepełnych)
Budżet :
980 zł – bilety lotnicze
nocleg – darmowy <3
140 CHF – jedzenie (tylko częściowo i oszczędnie), 1! piwo w barze, komunikacja (kilkakrotnie)