Aby napisać ten post musiałam zerknąć na stare wpisy na blogu i na facebooku, bo pierwsze półrocze 2017 roku wydaje mi się tak odległe, jakby działo się w innym życiu. A działo się sporo!

Gdyby ktoś miał ochotę, a przegapił w zeszłym roku - podsumowania 2016 :)

Dania12

ROWEROWA MIŁOŚĆ

Po trudnej lekcji, jaką dał mi pierwszy rowerowy wyjazd do Norwegii, nie byłam pewna jak to się potoczy. Rower rzuciłam w kąt i marzyły mi się tylko wyjazdy pojazdami, które są napędzane czymś innym niż mój pot i łzy. Ale juz zimą, brak roweru zaczął mi doskwierać, stąd różne pomysły zaczęły pojawiać się w głowie. Stanęło na 3 tygodniach w Danii, które spędziliśmy na poszukiwaniu hygge. I było cudownie. Wpadł pierwszy tysiąc w kilometrach, poznaliśmy świetnych ludzi, było kilka trudnych chwil, które przerodziły się w piękne historie. I moja miłość zapłonęła żywym ogniem na tyle, że nie wyobrażam sobie przyszłego roku bez chociażby krótkiego wypadu na rower. Po strachu nie ma już śladu.

ZORZA W NORWEGII

Wyjazd, który odbył się w lutym mijającego roku, a mam wrażenie, że 100 lat temu. Pojechałam na niego sama i spędziłam tydzień w pięknym domu w małej wiosce na północy Norwegii, w zaspach śniegu polując na zorzę z kilkoma niesamowitymi kobietami. I upolowałam. Coś pięknego. Jak wielu, którzy zajechali do Norwegi i ja zakochałam się w tym kraju do szaleństwa. I chyba wrócę w tym roku :)

Zorza3

WYJAZDY

Biorąc pod uwagę, że studiowałam na 3 kierunkach (doktorat, magisterka, podyplomowe) w trzech różnych miastach, udało się upchnąć sporo wyjazdów. W lutym była zorza w Norwegii, w marcu urodzinowa Sycylia, w maju Malaga i Barcelona w których byłam jako przewodnik rodziców (i to mam nadzieję szybko powtórzymy). Czerwiec był pod znakiem Open'era i mojego kolejnego spotkania z przyjaciółką z Erasmusa - Aną, wtedy wpadł też jeden szczyt z Korony Gór Polski, lipiec to 1039 km wyjazdu rowerowego do Danii, sierpień to kolejne reunion tym razem w Münster (Niemcy), wrzesień to dwa szczyty (Skalnik i Skrzyczne), październik to Czupel, a listopad to długo wyczekiwany wyjazd do Izraela i Palestyny. Łącznie odwiedzonych 7 krajów, w tym trzy nowe, 4 szczyty, mnóstwo doświadczeń i wspomnień.

INNE

Rok 2017 upłynął pod znakiem rozjazdów między Wrocławiem, Łodzią i Warszawą, które dały mi mocno w kość. Kiedy w czerwcu skończyłam studia podyplomowe (Współczesne Migracje Międzynarodowe) i pierwszy rok studiów magisterskich z filozofii, mocno odetchnęłam. Przez te podróże po Polsce spadła mi motywacja na wyjazdy gdziekolwiek, chciałam zaszyć się pod kocem i oglądać netflixa. Na szczęście pojechaliśmy do Danii i tam wypoczęłam, mimo codziennej jazdy, bo nie ma lepszego sposobu na odpoczynek głowy. Także naukowo pre do przodu, a i spełniam kolejne marzenie z listy, nawiązując współprace z dwoma NGOsami. W tym roku mam też znacznie więcej studentów, także szlifuje skille dydaktyczne - generalnie czasem nie wiem jak się nazywam, ale wszystko idzie w dobrym kierunku :)

W dziedzinie przełamywania własnych barier w 2017, w styczniu odbyła się w Krakowie moja pierwsza prezentacja podróżnicza ever, na zaproszenie TKN Wagabunda. Ku mojemu zdziwieniu przyszło nawet kilka osób, ktoś się pośmiał z tego co plotę, ktoś życzył powodzenia, generalnie cudowne doświadczenie :) Do tego od października chodzę na ściankę wspinaczkową, co z moim strachem, że się zabiję i jak się okazało lękiem wysokości, nie jest taką prostą sprawą. Opornie, ale idę w górę ;)

Sagrada2

NAJWIĘKSZE PORAŻKI

Nie ma co udawać, że cały rok usłany był różami, a wszystkie plany zostały w 100% zrealizowane:

1) Żałość na blogu

Jak strona na facebooku jakoś tam bardziej lub mniej żyła, tak blog zamarł. To jest 10 post w 2017 roku. 10! Miano najgorsze blogera mi się chyba nawet nie należy, bo co to za bloger, który nie pisze :D Z motywacją było różnie, znów przyszła ta myśl, że w internecie jest już wszystko napisane, blogów podróżniczych miliony, więc sensu większego nie ma. Ale później czytam sobie jakiś wpis, orientuje się, ile się wydarzyło, a ile już nie pamiętam, łezka w oku się kręci i chociażby nikt inny tego nie czytał (a czasem mi na żywo mówicie, że czytacie), to wiem że warto :)

Żeby trochę się usprawiedliwić, to jest jeszcze jeden powód tak małej liczby wpisów, z których większość to fotoposty. Ja w życiu dużo piszę :P Jestem na doktoracie, a to nic innego jak pisanie pracy, artykułów, konspektów referatów itd. Jestem na magisterce z filozofii, a to tylko czytanie i pisanie ;) Hobby podobno powinno być całkowitą odwrotnością pracy i jak podróżowanie tym jest, to już prowadzenie bloga w moim przypadku nie bardzo :P Więc stawiam ostatnio na zdjęcia, ale w tej dziedzinie ogrom pracy przede mną. Stąd jakaś blokada się pojawiła. Ale walczę z nią :)

2) Zakładka AKTYWACJA

Nie wspominając, że na blogu w tym miejscu nic się nie pojawiło, to w rzeczywistości lepiej też nie było. Niestety zrezygnowałam z udziału w półmaratonie. W marcu na Sycylii jeszcze biegałam i wszystko szło w dobrym kierunku, ale w maju w Maladze nastąpiło chyba moje ostatnie wybieganie, kiedy to zaczęłam odczuwać nieustające bóle mięśni, a także ból w prawym kolanie i kostce. Kupiłam roller, myślałam, że to tylko zastygłe mięśnie, ale niestety było tylko gorzej. Wybrałam się do fizjoterapeuty i okazało się, że mam spory problem z biodrami. Motywacja spadła, zawody odpuściłam i walczyłam o bezbolesny wyjazd rowerowy, który ostatecznie taki się udał.

W ostatnim podsumowaniu ze zdziwieniem czytam o jodze, na której chyba cały rok nie byłam :D Ta dyscyplina okazała się dla mnie delikatnie za spokojna, ale kto wie, może jeszcze do tego wrócę.

3) Nieudane plany podróżnicze

W tym roku raczej większość planów wypaliła, ale dużo było mowy o rowerowej (raczej samotnej) wyprawie na Litwę, Łotwę i Estonię. Jak wiecie, zamieniło się to w krótszy wyjazd do Danii (nie żałuję!) i to z moim F. Samotny wyjazd wciąż przede mną (czytaj niżej). Nie udało się wyskoczyć na GreenVelo, Kanary zamieniły się w Sycylię, Wielka Brytania wciąż nieodwiedzona, a szczytów Korony Gór Polski (i generalnie wypadów w góry) wciąż mało. No i nowy kontynent wciąż niezbadany, ale wszystko przede mną :)

PLANY NA 2018

W podróżniczych planach wciąż mocno tkwi Tajlandia, samotny wyjazd (a może by to połączyć?), Norwegia, Rumunia, Szkocja i kilka innych kierunków. No i dłuższy wyjazd na wakacje. Może 2 miesiące? Może Stany? Kanada? Samochodem, rowerem, pieszo? Jeszcze nic nie wiem, nic nie jest ustalone, ale coś z tego na pewno będzie. Prawdę mówiąc ciężko mi się wkracza w Nowy Rok bez kupionych biletów i konkretnych planów. Lubię "coś" mieć, nawet daleko, ale konkretnie. Jakoś trzeba przeżyć tę niepewność :P W tym roku znów stawiam też na festiwale podróżnicze (jako widz oczywiście :P). Wszystko mnie przez studia w zeszłym roku ominęło, więc na bank będą Kolosy, Trampki i Wachlarz :) O trampkach już kiedyś pisałam, ale generalna myśl jest taka, że spotkania podróżnicze dają najlepszego kopa motywacyjnego, jakiego można sobie wymarzyć. A no i styczniu we Wrocławiu będzie Piotr Strzeżysz, moje guru podróżniczego pisania, także będzie się działo :)

No i wracamy do biegania, bo jak nie walnę tego półmaratonu w tym roku to się załamię :D A i kolejną barierę przełamię i w skałki pojadę. I może dla odmiany jakaś piesza wędrówka będzie. I do tenisa wracam i może na basen też wrócę, a co! I postaram się pisać post raz w tygodniu, ale tego nie obiecam. Ale recenzje książek się pojawią, bo mi żal nie dzielić się tym wszystkim, co okołopodróżniczego czytam (między tekstami, które czytać powinnam:P).

14..J.Pg

Rok 2017 z pewnością nie był lekki. W czerwcu nie wiedziałam jak się nazywam. We wrześniu, kiedy kumulowała się walka o stypendium i całe naukowe pisanie, odczuwałam totalne obrzydzenie do tej kreatywnej czynności. A po wrześniu przyszedł październik, kiedy natłok obowiązków, które przecież sama dobrowolnie na siebie nałożyłam, wgniótł mnie w podłogę. Ale podróżniczo było cudownie. I wciąż chcę więcej, dalej, częściej, śmielej. I trudniej. To akurat zaskakujące, że nie podobają mi się już pomysły, które nie mają w planie tego "potu i łez". Chyba jestem masochistką ;)

Wow, ale się rozpisałam :P

A Twój 2017 jaki był? Jaki był najlepszy wyjazd, największy sukces, najlepiej "ucząca" porażka? Jakie jest Twoje największe marzenie, które planujesz spełnić w 2018 roku?

Dużo mądrych podróży i Szczęśliwego Nowego Roku!

M.


Masz jakieś pytania? Pisz śmiało! Chcesz być na bieżąco? Polub mnie na facebooku! (i włącz powiadomienia o postach, bo fb nic Ci nie pokaże:P)