Mimo, że stos rzeczy do przeczytania w ramach mojej pracy naukowej stale rośnie, książkę Anity zamówiłam bez wahania już w przedsprzedaży. Jej podróże śledzę od dawna, a wtedy lektura książki wydaje się być oczywistym dopełnieniem.

Premiera książki trafiła u mnie w zły moment jeszcze z innego powodu, a mianowicie przejedzenia tematem. Po Norwegii dopadła mnie potrzeba siedzenia w ciepłym domu z kotem na kolanach, więc zero energii do podróży, pisania o nich, a więc także czytania. Do tego przeczytałam wcześniej tyle książek podróżniczych (ehhh gdybym tylu filozofów czytała…), że zwyczajnie mi się przejadło i do tego coraz wyraźniejsze stawały się dla mnie konstrukcje na jakich się one opierają, jednym słowem, wszystkie zaczynają wyglądać podobnie, a co za tym idzie - nudno.

Ale tak jak się spodziewałam, na Anicie się nie zawiodłam. Piękna opowieść bystrej kobiety, która postanowiła wyjść ze swojej strefy komfortu i ruszyć sama w świat, mimo braku doświadczenia.

Wielu powie, że jest to książka o podróży (oczywiste), o Ameryce Środkowej (tam Anita podróżuje), o życiowej zmianie (rzuciła pracę na etacie), a ja jednak powiedziałabym, że jest to książka o strachu. Takim, który może być paraliżujący, może skutecznie powstrzymać nas od spełniania marzeń, ale przede wszystkim o strachu, który jak już go pokonamy, dodaje niepowtarzalnego smaku temu, czemu towarzyszył. Taki smak z niczym nie będzie się równał.

Te fragmenty książki były mi szczególnie bliskie, ponieważ to co dla kogoś jest dziecinnie proste, dla mnie często wiąże się z ogromnym strachem i stresem. Dobrze jest wiedzieć, że da się to pokonać, że warto to robić, że inni też tak mają. Ta podróż naprawdę może kogoś zainspirować, pomóc, dodać otuchy.

To co jeszcze wyróżnia tę książkę na tle innych z półki z literaturą podróżniczą to jej osobisty charakter. To nie jest śmieszkowata relacja z podróży, na zasadzie „byłem tu, a później byłem tam". To starannie wybrane wydarzenia i opis emocji towarzyszących autorce w poznawaniu nowego dla niej lądu. Do tego dowiadujemy się pasjonujących rzeczy o miejscach, które odwiedza, poznajemy przeróżne osoby i odnosimy wrażenie, że wraz z autorką odkrywamy "prawdziwą twarz" krajów Ameryki Środkowej.

To na serio dobra książka. Polecam :)

Anita Demianowicz - "Końca świata nie było"