Już w niedzielę do Genewy na tydzień, a później Gran Canaria – 8 nocy w hotelu, 1 na couchsurfingu (znalazłam mieszkającego tam Polaka, może się uda!) i 4 noce w Madrycie u mojego pierwszego gościa z CS :)

Ale dlaczego właściwie Genewa ? Szwajcaria nigdy nie przewinęła się w moich planach wyjazdowych, dojazd i ceny na miejscu dość(!) mocno odstraszające. Jednak dzięki mojemu studenckiemu stowarzyszeniu udało się nadać cel podróży i uniknąć kłopotów finansowych.

Zostałam wybrana na jednego z 5 delegatów podczas 68. sesji Komitetu Praw Dziecka przy Organizacji Narodów Zjednoczonych w Genewie. Obrady, do których zostałam przydzielona, trwają 5 dni i w tym czasie będę miała okazję zobaczyć jak to wszystko wygląda od środka. Państwa takie jak Kolumbia czy Irak składać będą raporty odnośnie generalnego przestrzegania praw dzieci w danym kraju oraz raporty odnośnie takich tematów jak dziecięca pornografia oraz udział dzieci w konfliktach zbrojnych. Jakby ktoś miał ochotę poczytać raporty to tu.

Jestem niesamowicie podekscytowana szczególnie, że jakiś czas temu w ramach „szukania drogi życia" rozważałam wzięcie udziału w „young professionals programme" czyli w programie dla młodych ludzi chcących pracować w ONZ. Rekrutacja nie należy do prostych, ale myślę, że i tak nie zaszkodzi spróbować, nawet jeśli w międzyczasie moje plany drastycznie się zmienią, albo lepiej powiedzieć, nabiorą jakiegokolwiek kształtu ;)

Tak więc nie dość, że zobaczę międzynarodową placówkę i wezmę udział w obradach moim zdaniem wciąż najważniejszej organizacji na świecie, to jeszcze mam okazję zwiedzić Genewę i pierwszy raz w życiu pojechać do Szwajcarii :) Ku mojemu zdumieniu nie mogłam znaleźć w żadnej księgarni przewodnika (jeszcze będę szukać). Mam nadzieję, że będę miała kiedy pozwiedzać miasto, chociaż harmonogram obrad nie pozostawia wiele wolnego czasu.

Jeśli chodzi o finanse to oczywiście piekielnie drogo (budżet przedstawię w poście po wyjeździe), najtańszy transport to autobus (ok. 35h hell yeah). Jednak dzięki temu, że stowarzyszenie działa na Uniwersytecie, udało mi się uzyskać częściowe dofinansowania, a dzięki uprzejmości Ambasady, mam gdzie spać.

*I oczywiście miałam wymienić pieniądze dawno temu. Miałam. Ok, wymieniłam część, więc nie ma tragedii, ale do jasnej cholery, parę dni przed wyjazdem i waluta oszalała, skacze o 20% i jakoś nie zanosi się na spadek ? Ja to pół biedy, mam nadzieję, że nie macie kredytu we frankach…

Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o rekrutacji pomyślałam, że jeżeli mam okazję wziąć udział w działalności stowarzyszenia na poziomie międzynarodowym, nie ma co się zastanawiać. Podróżowanie to nie tylko łapanie stopa z plecakiem, szukanie tanich lotów i wyjazdy do egzotycznych miejsc. To korzystanie z każdej możliwej okazji by zobaczyć kawałek świata. A ja będę mogła wciąć udział w czymś, co nie jest takie proste do zobaczenia : ) I nawet jeśli polecę z walizką (czego szczerze nienawidzę) i będę musiała przez 5 dni chodzić w marynarkach i koszulach (no, nie jestem fanką) to warto jak cholera :)

Obym tylko doleciała bez problemów (tak, wciąż boję się latać), bo ma znów sypnąć śniegiem, a na miejscu żebym nie zbankrutowała, bo przecież dopiero styczeń :)