Na 20 odwiedzonych w Stanach miast, w 9 udało nam się spać na couchsurfingu. Nie ma co ukrywać, że ten sposób na podróżowanie ma sporo wad, ale wciąż jednak więcej zalet.

Na czym to polega ?

Okazuje się, że sporo osób jeszcze nie wie czym couchsurfing właściwie jest. A jest to portal, mający już ponad 10 lat, dzięki któremu podczas podróży można znaleźć bezpłatny nocleg u osób mieszkających w odwiedzanym przez nas mieście, tak jak i my możemy gościć kogoś u siebie. Na stronie zakładamy konto (bezpłatnie, płacimy dobrowolnie za weryfikację), uzupełniamy profil, dodajemy zdjęcia i czekamy na zapytania. Od każdego gościa lub gospodarza (hosta), możemy dostać pozytywną, neutralną lub negatywną referencje. Nie można jednak zapomnieć o głównej idei, a nie jest nią bynajmniej darmowy hostel. Couchsurfing ma służyć poznaniu odwiedzanego przez nas miejsca z perspektywy osoby tam mieszkającej. Ma nam to dać możliwość wyjścia z poza strefy „turysty" do strefy tzw. „lokalsa", poznania wyjątkowych ludzi, odwiedzenia miejsc, których nie polecił żaden przewodnik, a które jednak są warte wiele więcej niż nie jednak knajpa wygrywająca ranking LonelyPlanet. Więcej na stronie CSa.

Prawda jest taka, że nie pojechalibyśmy na najpiękniejszą plażę w Stanach (Siesta Key na Florydzie) i nie trafilibyśmy do baru rodem z Coyote Ugly, z dziewczynami tańczącymi na barze, gdyby nie nasz host Mike i jego dziewczyna Lisa z Tampy. Nie spróbowalibyśmy pysznej chińskiej zupy i niedowidzielibyśmy się paru ciekawych rzeczy o Stanach gdyby nie Vlad z DC. Nie odważyłybyśmy się wejść do małej i starej meksykańskiej knajpki o magicznej nazwie „u Marii" w San Antonio gdyby nie Bill i jego dziewczyna. I oczywiście w życiu nie pojechałybyśmy do Meksyku, gdyby nie Rodrigo z El Paso.

Mike i Lisa, Tampa

Couchsurfing przeżywa właśnie rozkwit swojej popularności, przez co przyciągnął ludzi różnej maści. Osobiście zaczynam wściekać się na wszystkie wiadomości w stylu "wyjdź za mnie", „szukam spania na konferencje" itd. Przyjmuję tylko ludzi, którzy chcą poznać nasz kraj, moje miasto, dla których będę mieć trochę wolnego czasu. Ale każdy ma prawo mieć do tego inny stosunek. Nasz host z Filadelfii miał do tzw. hostowania totalnie luźne podejście, nie wymagał atencji, kiedyś nocował 11 osób w kawalerce. Perspektywa zmienia się też, gdy sami szukamy noclegu. Przy niskim budżecie czasem po prostu potrzebujesz gdzieś spać, a zmęczenie podróżą uniemożliwia zawieranie znajomości. O tym jak dziwne podejście miewają ludzie do CSa już niebawem w poście o tym, dlaczego nie pojechałyśmy na Wielki Kanion.

Czy to bezpieczne ?

Generalnie tak, jeśli czytamy uważnie (!) profile, oglądamy zdjęcia, czytamy referencje wystawione przez inne osoby (przestałam już jednak patrzeć na ilość pozytywnych, bardziej skupiam się na negatywach). Ale zdarzyć może się niestety wszystko. O mniej przyjemnych przygodach związanych z couchsurfingiem możecie przeczytać u Nadii, czy Wioli. Dodatkowo seksturystyka na CSie kwitnie i okej, póki wszystko dzieje się za obopólną zgodą, a nie na zasadzie „dałem Ci nocleg, więc rozkładaj nogi". Ale to wszystko tylko ku przestrodze, a nie na zniechęcenie.

Bill z dziewczyną, San Antonio

Kiedy jechałyśmy do Mobile, do naszego 45-letniego samotnego hosta, mieszkającego na obrzeżach miasta, już tylko z Sylwią, bałyśmy się. Nie było tam dojazdu komunikacją miejską (w Mobile właściwie nie istnieje), a propozycja podwózki nagle stała się podejrzana. I co ? I po prostu trafiłyśmy na miłego człowieka, który nie dość, że nas wszędzie woził, pokazał miasto, prowadził ciekawe i inteligentne rozmowy to jeszcze postawił nam obiad w ramach nagrody za nasz trud włożony w edukację (w stanach magister prawa nabiera całkiem nowego znaczenia!).

No i słynna już historia z El Paso. Nie jedźcie bo was zabiją, zgwałcą, wytną nerki, a w najlepszym wypadku tylko okradną, a na CSie to już w ogóle, facet pewnie tylko wyłapuje dziewczyny na prostytutki. Za przeproszeniem, gówno prawda. Tak, warto być bardziej ostrożnym (w Ciudad Juarez, odwiedzanym przez nas meksykańskim mieście, położonym przez most z El Paso, w latach 2008-2010 zginęło ponad 7 tysięcy osób w wyniku wojny między kartelami narkotykowymi, a jednak jadłyśmy tam obiad i spędziłyśmy Święto Wszystkich Zmarłych jednocześnie nie dołączając do tego szanownego grona), tak przeczytaj ten profil jeszcze raz wraz ze wszystkimi referencjami, ale nie pozwól by strach innych zabrał ci możliwość przeżycia i zobaczenia czegoś wyjątkowego.

A jak to wygląda w Stanach ?

Mój gość z Włoch opowiadał mi jeszcze przed wyjazdem, że na 5 wysłanych zapytań w Polsce otrzymywał 3 akceptacje, a w Stanach na 30 może uda się znaleźć jeden nocleg. No i ilość ma znaczenie. Oczywiście dużo trudniej jest znaleźć nocleg dla czterech osób na kilka nocy niż na jedną dla dwóch. Nie ma również zasady co do momentu wysłania prośby, niektórzy życzą sobie requesty z dużym wyprzedzeniem, inni odwrotnie. Nowojorczycy są specyficzni. Jeśli komuś udało się tam znaleźć hosta, to chętnie usłyszę jak to zrobił. U nas było nawet blisko (4 osoby na 5 nocy), ale często chętni byli już zajęci. Tam profile radzę czytać bardzo uważnie. Podobnie z Miami, ale najciekawsze smaczki stanowczo znalazły się w San Francisco. „Przyjmuję tylko osoby homoseksualne" (poczułam się dyskryminowana), "chodzę nago po mieszkaniu" (70-letni facet) i tego typu informacje można było znaleźć na niejednym profilu. Najłatwiej było na południu Stanów. Od Mobile do LA poszło jak z płatka. Głównie dlatego, że byłyśmy we dwie i szukałyśmy noclegu na 1-2 noce, ale też dlatego, że miejscowości takie jak San Antonio czy El Paso są mniej oblegane. No i południowa gościnność to nie tylko legenda.

Vlad, DC

Spałyśmy łącznie u 8 facetów i 1 dziewczyny (bardzo mało dziewczyn w Stanach!); jednej rodziny (cudownie odpoczęłyśmy w Phoenix bawiąc się z 2-letnim dzieckiem naszego hosta, a mama była w ciąży i nikt nie bał się wpuścić do domu dwóch obcych dziewczyn z Polski), dwóch par i tylko jednej osoby młodszej od nas. Bawiłyśmy się łącznie z 9 kotami, 4 psami (i tylko jedno ugryzienie!) no i rozkochałyśmy w sobie tego 2-latka, który wpadł w histerię jak zobaczył, że wyjeżdżamy.

Co nas to nauczyło ?

Ludzie są naprawdę dobrzy. Wpuszczą cie do swojego domu, nakarmią, napoją, zaopiekują się. Trzeba być ostrożnym, ale nie wolno się nikogo bać. Na pewno będziemy nocować u siebie więcej osób. I rada, jaką słyszałam od wszystkich, z którymi o CSie rozmawiałam - zdaj się na swoją intuicję, a będzie dobrze.